I wpada w jej ciężkie, zbyt duże ramiona

I znów wraca do chatki najstarszej,
schodów skrzypiących, ciszy, która wciąż,
już dwadzieścia lat,
brzmi i pachnie dokładnie tak samo jak kiedyś.

I od tamtej pory nic się nie zmienia.
Od nieszczelnych okien, po wyszczerbiony kubek czarnej kawy,
która zresztą wciąż jest za ciepła.

A ona wraca, co tydzień zupełnie zmieniona,
widziała już wszystko, będąc już wszędzie.
I wpada.
W jej ciężkie, zbyt duże ramiona.

I trwają w ciszy – ona i ona.
Znowu zbyt tłustą zjadając kolację.
Zegar podobną wybija melodię,

i tylko kwiaty.
Jakby trochę urosły, tylko kwiaty.