Tajemnica czerwonego bluszczu

Berivan, Sevda i ja.

Mimo innego pochodzenia, koloru skóry czy innych mam jesteśmy najlepszymi siostrami na świecie.

Każdy, kto pyta o początek naszej znajomości nie chce nam wierzyć – przechadzając się z moją Marysią po jesiennym Zurychu nie mogłam nie podejść do dwóch przekolorowych dziewczyn robiących sobie zdjęcia na tle ściany bluszczu w kolorze czerwonego wina.

Sprawa wyglądała tak bajkowo, że moja ingerencja była wręcz nieunikniona 😉 Po krótkiej rozmowie rozchodząc się we własne strony i tak, mimo wszystko, znalazłyśmy się 15 minut później.

Dwa dni później jadłyśmy już pierwszą wspólną kolację.

I przysięgam – nie ma nic ważniejszego od przyjaźni, w której możesz zrobić absolutnie wszystko… będąc sobą. Od wspólnego śmiechu wniebogłosy, ale i łez czy milczenia. I domów, w których czujemy się jak u siebie.

Żadne, choćby najpiękniejsze miejsce na świecie ani żadna największa miłość nie zastąpi nam tak, niby zwykłego, babskiego przywiązania, które daje nam wszystko – od rozmów na temat spraw wagi państwowej po zwykłe-niezwykłe celebrowanie kurdyjskiej kawy.

I tylko takich prawdziwych znajomości Wam życzę. Nasza to filmy Kusturicy w wersji live, ale pamiętajcie – wiosna idzie, gdzieś na pewno urośnie nowy bluszcz, a tym samym nowe okazje, by zacząć coś nowego.

Warto 🙂

Fot. 1