Mieliśmy już wiosnę

Mieliśmy już wiosnę. Kiedy wczoraj obudził mnie deszcz pomyślałam, że jak na tę porę roku to całkiem normalne. Odsłaniając zasłony okazało się jednak, że jest biało.

No tak – w marcu jak w garncu przecież. Postanowiłam więc, że zacisnę zęby i przeczekam te kilka dni, może tygodni, bez ani jednego westchnienia.

Jedno wolne popołudnie w tygodniu to dużo radości. Usiadłam nad brzegiem (w końcu!) niespokojnego zuryskiego jeziora. Trochę mgły z garścią wielkich kropel deszczu sprawia, że woda robi się ciemniejsza. Wiatr szaleje, robią się fale. Wyobrażenie o tym, że jestem nad morzem szybko się wzmacnia.

I tak jest pięknie.

I myślę sobie, że wcale już chyba nie tęsknię. Że mogłabym mieszkać wszędzie. Że fizyczne miejsce zamieszkania przestaje mieć dla mnie znaczenie. I zastanawiam się tylko czy umarłam czy urodziłam się całkiem na nowo. To chyba ani dobrze, ani źle. Może dojrzalej?

Inaczej. Chyba spokojniej.

Pic.: 1