projekt 52

[37/52] Czy aby na pewno potrafisz pływać?

Mamy poniedziałek. Nowy dzień, nowy – już 37 – tydzień roku, nowa, czysta karta. I wiecie o czym myślę od rana? O akceptacji.

Najczęściej spotykam się z opinią, że jest to coś, co pozwala nam na pogodzenie się ze stanem obecnym, trzymanie go na dystans. Tworzy się bariera, której poświęcamy cały ogrom naszej energii potrzebnej tylko do tego, żeby… właściwie o niej nie myśleć.

Coraz częściej dochodzę jednak do wniosku, że prawdziwa forma akceptacji oparta jest jednak na rozmowie ze samym sobą, rozmowie, która pozwala na całkowite odpuszczenie i ruszenie dalej. Na zaakceptowaniu obecnego stanu, które przynosi zrozumienie i świadomość, że czas już minął. I dobrze! Właśnie to powinno dać nam siłę – coś już się wydarzyło, ale jesteśmy w stanie zrobić z tego coś nowego, znacznie lepszego. To moment, w którym wyciągamy wnioski i płyniemy, a nie dryfujemy dalej.

Myślę, że podobnie jest z powrotem. Z ciężkiego dnia w pracy, z nieudanej podróży czy bardziej udanej emigracji. Tylko kurde jak się uwolnić?

A. Lowen w książce „Lęk przed życiem” pisał: Akceptacja wyzwala energię wcześniej wkładaną w walkę o osiągnięcie sukcesu, udowodnienie swojej wartości i umożliwia wykorzystanie jej do rozwoju. – w ten sam sposób akceptacja losu po prostu go zmienia!

Dobrego tygodnia, dbajcie o siebie 🙂

M.

Who cares what they see?
Who cares what they know?
Your first name is Free
Last name is Dom
We choose to believe
In where we’re from

Fot. Miranda Wipperfurth, źródło: żyj świadomie

  • Poniedziałek, piątek czy niedziela – każdy dzień to szansa, aby wszystko zmienić. I tego się trzymam, a że czasem nie można czegoś zmienić? Masz rację, przyda się akceptacja.

  • Myślę, że pływam w tej akceptacji. Może nie we wszystkim (bo chyba nie da się), ale w większości spraw z życia. Z drugiej strony też tak sobie myślę, że nie trzeba wcale czegoś akceptować, żeby przerodzić tą energię w dążenie do zamierzonego celu.

  • Marysia

    Chęć zmain powinna wykiełkować w nas bez względu na dzień tygodnia 🙂

  • Ja sobie w trudnych momentach życia przywołuję modlitwę, te słowa z klubów AA. Najważniejsze to odróżnić to, co możemy zmienić od tego, co można tylko akceptować. W przeciwnym wypadku czeka nas walka z wiatrakami albo stanie w miejscu, bo wszystko akceptujemy. Ale tak, akceptacja jest bardzo ważna. Bez niej można popaść w depresję.

    • Bardzo ciekawe, dzięki za ten komentarz!

  • Marysia

    Akceptacja siebie jest bardzo ważna, pomaga tez zrozumieć nas samych lepiej 🙂

  • Może to kwestia wychowania (nie wychowywałam się w Polsce) ale dziwię się jak popularne są teksty o akceptacji siebie. Zostałam wychowana w przekonaniu, że tacy jak jesteśmy, jesteśmy sobą w różnych stanach – wieku, emocjach, wyglądzie, nie muszę się akceptować, nie widzę też powodu by się nie akceptować. Bardzo nie rozumiem takich wpisów, bo dzięki temu, że nigdy nie miałam kompleksów nie rozumiem co to znaczy, potrzebować zaakceptowania siebie. Przecież spędzasz z sobą całe życie inaczej się nie da ^^
    Można chcieć wykonać pewne „improvments” (poprawki to raczej złe słowo tutaj) schudnąć, nauczyć się nowego języka czy kupić sobie sukienki choć łaziło się w jeansach 😀 zmiany są tym co zwykle robię, gdy czuję, że coś bym zmieniła ;>